Zastanawiałem się co napisać w drugim poście, i tak mi zeszły dwa dni - ech, nie przypuszczałem, że początki będą takie trudne. Siedzę nieśmiało przy klawiaturze i myślę o odpowiednim układzie liter, aby się nie ośmieszyć w obliczu ogromnego Internetu. Nie chcecie w końcu czytać o mojej przeszłości, więc muszę się postarać.
Postanowiłem zacząć od początków mojej fascynacji światem PC. Co też takiego wyjątkowego wydarzyło się, że od kilkunastu lat nie mogę odejść od monitora. Pamiętam jak mając lat może z 9, nie więcej, mój starszy brat przyniósł do domu commodore 64. Gapiłem się na dziwne szare pudło jak zahipnotyzowany i nie wiedziałem co to takiego jest. Czyżby braciszek przyniósł mi nową zabawkę w ramach przeprosin za wszystkie sińce jakie mi sprawił ? Ale jaka ona brzydka, jaka wielka i takie dziwne wypustki ma, hmmmm. Jednak z chwilą gdy szare ustrojstwo podłączył pod jeszcze większe ustrojstwo zwane monitorem nie wiedziałem czy też przypadkiem nie teleportowałem się do innego wymiaru ? To brat, stukając w te szare wypustki, uruchomił najpiękniejszą wtedy dla mnie grę, bo w końcu pierwszą w życiu. Taaak, nazwy oczywiście nie pamiętam, ale sterowało się w niej pociągiem - gracz wcielał się w rolę maszynisty. WoooooW ! Ale to było przeżycie gdy po jakimś czasie gapienia się brat pozwolił mi usiąść nad swoim cudownym wynalazkiem i wcielić się w odpowiedzialną rolę sterowacza wielkim metalowym potworem. Ucząc się sterowania całkowicie wrosłem w grę, immersja na tym poziomie co wtedy jest nie do osiągnięcia dla mnie w dniu dzisiejszym- choć grafika miliard razy lepsza. Wsypałem węgiel do kotła, powciskałem co się dało i parowóz ruszył, a ja płakałem ze szczęścia, bo nigdy nie przeżyłem takiej przygody.
Jestem pewien, że to właśnie w tym dniu narodziła się we mnie miłość od pierwszego wejrzenia do świata cyfrowej rozrywki i do wszystkiego co z nią związane. Ciągle unikając wf-u, grania w piłkę z rówieśnikami, nie przepadając za bajkami, wreszcie odnalazłem to czego zawsze szukałem, choć pewnie będąc tak małym brzdącem nie zdawałem sobie z tego sprawy- prawdziwej pasji, takiej która potrafi całkowicie uzależnić i wciągnąć w swoje szpony.
Jutro opiszę przeżycia związane z Amigą i pierwszym Fatality w życiu (choć był to friendship Shang Tsunga, ten z balonami) i o zwiniętym w dywan najlepszym kumplu.
A póki co dziękuję za uwagę i obiecuję, że następnym razem będzie lepiej.
I live for your PC
czwartek, 19 lipca 2012
poniedziałek, 16 lipca 2012
Witajcie !
Aj, ouh, uhh...ale jestem podekscytowany. Od dzisiaj postanowiłem pisać dla Was i dla siebie o świecie komputerów. Od kilkunastu lat moje życie toczy się w okół peceta. Składanie, kupowanie, moddowanie, granie, czytanie, cały czas komputer...Pisanie bloga miałem zacząć wiele miesięcy temu, ale niewiadoma siła odbierała mi chęci i motywację. Wiadomo, pierwszy post jest najtrudniejszy. Najgłupszy. Schematyczny. Niepotrzebny. Odstraszający. E..., dobra starczy tego żenującego wstępu. Dzisiaj wieczorem po pracy napiszę coś ciekawszego (o to nie będzie trudno huh). Pozdrowienia !
Subskrybuj:
Posty (Atom)